A+ A A-

Jak szlachta do senatorów strzelała

Jak wyglądała wolna elekcja w Rzeczypospolitej? 

Potęga Rzeczypospolitej u zenitu. Złota wolność. Elekcja R.P. 1573

Jesienią 1669 doszło do dramatycznych wydarzeń. Zebrana na podwarszawskiej Woli szlachta postanowiła zbuntować się przeciwko magnackim frakcjom pragnącym samodzielnie rozstrzygnąć elekcję. Przekonać do własnych racji próbowano nie tylko siłą argumentu, ale także samopału!

Abdykacja Jana Kazimierza w 1668 roku była dla wielu szokiem. Po raz pierwszy władca samodzielnie rezygnował z tronu czując gorycz spowodowaną licznymi klęskami w polityce krajowej i zewnętrznej. Dwukrotnie, w tym po raz drugi w czasie sejmu abdykacyjnego, król powtórzyć miał złowrogą przepowiednie zapowiadającą upadek Rzeczpospolitej. Waza nie miał jednak zdolności profetycznych. Średnio rozumiejący sytuację międzynarodową obserwator życia politycznego nie widział w jego przewidywaniach nic dziwnego. W istocie Rosja, Monarchia Habsburgów i Prusy rosły w siłę, podczas gdy 

Wybór króla w ciężkich czasach 

Jesienią 1669 roku atmosfera kryzysu państwa mocno dawała znać o sobie. Uczestnicy pamiętali jeszcze złowrogie czasy powstania Chmielnickiego, wojny polsko-rosyjskiej, Potopu szwedzkiego czy też wreszcie rokoszu Lubomirskiego. Winę za tę sytuację ponosić miał nie tylko król, ale przede wszystkim senatorskie elity, które postrzegane były bardziej jako adwokaci obcych dworów, a nie obrońcy interesu Rzeczpospolitej. Sądzono – nie zawsze bez racji – że los kraju obchodzi ich o wiele mniej, niż stan majątku, czy godności, które mogły iść za wsparciem cesarza lub władcy arcykatolickiego, jak kazał nazywać się król Francji.

Jan-II-Waza

W tym poczuciu wzajemnej nieufności coraz poważniej myślano o wyborze na tron „Piasta”, czyli jednego spośród przedstawicieli braci szlacheckiej. Podobna idea towarzyszyła już elekcji w 1572 i 1575, a i późniejsze wybory nie były od tego wolne. Król „Piast” miał kontynuować dzieło przodków, znać Rzeczpospolitą jak własną kieszeń, być wolnym od zagranicznych interesów – jednym słowem – być jednym z braci szlacheckiej. Problem w tym, że choć „Piasta” wybrać chciano, nie bardzo wyobrażano sobie, kto mógłby nim być. Był on niestety figurą funkcjonującą jedynie w głowach szlacheckich, ideałem, który nie miał uosobienia. Mówiono zresztą, że ktokolwiek z rodowitych Polaków lub Litwinów miałby ambicje królewskie, najpewniej zostałby szybko spacyfikowany i ich pozbawiony.

Być może dlatego elekcja wzbudziła potężne zainteresowanie na najważniejszych europejskich dworach. Do wyścigu o polsko-litewską koronę stanęli przedstawicieli wszystkich największych mocarstw ówczesnej Europy w tym Francuzi, Habsburgowie, a także carowie moskiewscy. Rzeczpospolita mimo wszystko była łakomym kąskiem na europejskim stole. Pozwalała na uzyskanie wpływów w Europie Środkowo-Wschodniej i cennego sojusznika w tej części Starego Kontynentu. Na dodatek uważano, że opinia szlachecka jest zbyt słaba, aby zagrozić magnackim koteriom i fakcjom. Dominowała refleksja, że następstwo tronu będzie kwestią rozgrywki między mocarstwami, a szlachta przyjmie rolę statystów. Jednak już w czasie zjazdu konwokacyjnego w 1668 roku przekonać się można było, że sprawa nie będzie aż tak prosta. Przeciw obozowi profrancuskiemu, w tym przeciw ówczesnemu prymasowi Prażmowskiemu i marszałkowi wielkiemu koronnemu Janowi Sobieskiemu, wytoczono mocne oskarżenia o zdradę, korupcję i działanie na szkodę państwa. Choć obyło się bez rękoczynów, sytuacja była napięta.

Krwawa elekcja - jak wybierano młodego Wiśniowieckiego

Kilka miesięcy później okazało się, że był to zaledwie drobna mżawka przed nadchodzącą nawałnicą. Szlachta przybywała na elekcję tłumnie, choć pewnie niewielu spodziewało się, jak się zakończy. Powszechnie złorzeczono na magnatów, ale spójnej wizji programu szlacheckiego nie było. Były za to mieszające się koncepcje, które łączyło jedno – niechęć wobec tego co jest i brak jakiegokolwiek programu pozytywnego. Atmosferę podgrzewało gorące czerwcowe słońce, które szczególnie dawało się we znaki w ciasnej i słabo skanalizowanej Warszawie.

4aeb5621da3f4e1d67e4b8fb0ada1c560d9e2354

Entuzjazm wśród elektorów był ogromny. Czuło się, że nadchodząca elekcja musi coś zmienić, choć nie bardzo wiadomo było co. Celem głównym stało się niedopuszczenie kandydatur zagranicznych, które – jak twierdzono – z pewnością są efektem przekupstwa. Oskarżenia te nie były bezpodstawne. Choć korupcją się brzydzono, to z drugiej strony była ona zupełnie naturalnym elementem ówczesnej polityki, w niektórych krajach przyjmując nawet oficjalny i prawny charakter. Dla Ludwika XIV nie było więc niczego niestosownego w propozycjach składanych Janowi Sobieskiemu, który w zamian na poparcie kandydatury francuskiej miał otrzymać nie tylko pewne sumy pieniężne, ale także intratne starostwa i urzędy. Oficjalnie hetman odmawiał, choć po cichu liczył z pewnością, że władca arcykatolicki nie zapomni jego zasług. Konflikt narastał. Zarzuty korupcyjne stawały się coraz mocniejsze, nawoływano nawet do rozgonienia senatu. 17 czerwca doszło do dramatycznego incydentu. Rozpoczęło się od wymiany „uprzejmości”, jakich wiele padało zazwyczaj w czasie tego typu obrad. Stawały się one jednakże coraz bardziej agresywne. Wreszcie – nie wiadomo do końca z której strony – padł strzał. Huk wystrzeliwanej kuli rozległ się wśród zgromadzonych. Szlachta zaczęła dobywać broni – której posiadanie na polu elekcyjnym było zresztą surowo zabronione – i strzelać w stronę namiotu senatorskiego. Senatorowie zaczęli uciekać chowając się na wozach lub za nimi. Wydawało się, że obrady zakończą się rzezią. W ostatniej chwili dalszą eskalację powstrzymał marszałek wielki koronny Jan Sobieski, nawołując do spokoju.

Ta manifestacja dobitnie pokazała, że potencjalny kandydat zagraniczny ma niewielkie szanse powodzenia. Potwierdziło się to 19 czerwca, szlachta wybrała na tron Michała Korybuta Wiśniowieckiego – syna księcia Jeremiego, który utkwił w pamięci szlacheckiej jako bohater wojen z Kozakami. Na podstawie źródeł można domniemywać, że jego wybór był zaskoczeniem nie tylko dla zgromadzonych, ale także dla niego samego. Nie uchodził ani za faworyta, ani nigdy żadnej ważnej funkcji w państwie nie pełnił. Co więc stało za kandydaturą Korybuta? Pasek zapisał pojawiającą się na polu argumentację:

Niewiele by nam trzeba szukać króla, mamy go między sobą. Wspomniawszy na cnotę i poczciwość, i przeciwko ojczyźnie wielkie merita księcia ś. pamięci Hieremiego Wiśniowieckiego, słuszna by rzecz zawdzięczyć to jego posteritati. Owo jest książę JMość Michał; czemuż go nie mamy mianować? Albo nie z dawna wielkich książąt familjjej? Alboż nie godzien korony?

scaled 592444e9ab1ffWisniowieckiM

Spodziewano się więc, że Michał Korybut odziedziczył w genach wszystkie cnoty swojego ojca, którego uważano po latach za jednego z ostatnich wielkich patriotów, pomimo, że za jego życia wielokrotnie spotykał się z oporem szlachty i niechęcią możnych. Kąśliwi komentatorzy tych wydarzeń politycznych będą zresztą sugerować, że szlachta wybierając Korybuta nie do końca wiedziała na kogo głosuje. Tym nie mniej niespodziewanie wybrano „Piasta”, który miał być panaceum na wszelkie bolączki.

Na samym wyborze ten „zapał reformatorski” jednak się zakończył. Za nowym królem nie stało żadne zwarte środowisko polityczne. Wybrany został głosem oburzonej szlachty, był wykwitem frustracji i niechęci wobec establishmentu, nie zaś człowiekiem o silnej pozycji politycznej.

Poniżony król - jaki los czekał Michała Korybuta Wiśniowieckiego 

Tuż po elekcji zawiązała się przeciw królowi twarda i bezwzględna opozycja, której celem było nie tylko bojkotowanie wszelkich działań władcy, co notoryczne ich ośmieszanie. Na czele grupy malkontentów stanął Sobieski z Prażmowskim. Podyktowane było to nie tyle niechęcią wobec władcy, co urażoną dumą i chęcią odwetu na szlachcie. Michał Korybut stał się jedynie kozłem ofiarnym. Opozycja rozsyłała więc paszkwile śmiejące się z nadwagi króla, mówiące, że jest głupi, leniwy, ospały i myślący wyłącznie o wypełnieniu własnego brzucha. Były to w dużej mierze opinie krzywdzące. Michał Korbut był osobą wykształconą, o szerokich horyzontach i realnych uzdolnieniach. Miał tylko jedną poważną wadę – brak zaplecza politycznego. Być może dlatego późniejsza historiografia odczytywała jego rządy jako popis nieudolności, nie zwracając uwagi na fakt, że działo się to głównie przez działania malkontentów torpedujących absolutnie każdą inicjatywę królewską. Niestety na tej glebie wyrósł również bon mot, że Michał Korbut Wiśniowiecki znał 8 języków, lecz w żadnym nie miał wiele do powiedzenia, co z lubością powtarzane jest za Władysławem Konopczyńskim. Większość tych szkalujących opinii była jednak wykwitem propagandy, która była wobec potomka kniazia Jaremy bezwzględna. Sam Sobieski nazywać miał króla „małpą”, co było wówczas uważane za wulgarne określenie kobiety lekkich obyczajów.

Z jednej więc strony elekcja 1669 roku zakończyła się dla szlachty sukcesem. Okazało się, że nie musi ona być bezwiedną marionetką w rękach magnatów. Problemem było jednak to, że sama brać szlachecka nie tworzyła żadnego stronnictwa, nie szła za tym buntem żadna inicjatywa zmiany sytuacji wewnętrznej. Sądzono, że samym wyborem zamanifestuje się chęć zmiany. Owszem taką wolę ukazano, koszty zapłacił młody władca, którego obraz na wieki został zmieszany z błotem dziejów.

Autor: Sebastian Adamkiewicz

Co się u nas działo

  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
..__